Archiwum bloga

08.09.2011

Trzebnickie impresje. Oczyma trzebniczANKI... (cz. 1)

tutaj część druga: http://pisanka-jean.blogspot.com/2011/12/trzebnickie-impresje-oczyma.html



Moje miasto - TRZEBNICA. Właściwie to nie TRZEBA NIC więcej, tutaj jest wszystko. Są dzieciństwa szlaki - zatem i moje korzenie, są młodzieńcze ideały - przeto i wzrastanie w wartościach. Tutaj, w końcu, jest moja teraźniejszość: bruzdy zmarszczek wyryte na korze zmartwień, gałązki planów, ambicji, pragnień i zamierzeń, zielona korona sukcesów i spróchniały posmak porażek.

Moje miasto. Jakie jest? Spokojne w swoim codziennym pośpiechu. W cudny eklektyzm splata dynamizm i potencjał, z pokorą i poszanowaniem tradycji. Czerpie obficie z historii i oplata nią Jutro.

Kresy pozwoliły moim dziadkom tutaj osiąść - bez cienia zazdrości. Tutaj moi rodzice pozwolili zaistnieć mnie. Ja, w trzebnickim szpitalu, wydałam na świat swoje (dubeltowe) potomstwo... Tu jest moje miejsce.

Lubię smakować Trzebnicę każdego dnia... 


























































































































To już gdzieś było, ale powtórzę przy okazji tego wątku:
"Trzebnica. Moje miasto. Jakie jest - każdy widzi. Każdy widzi jednak na swój sposób. Własny i niepowtarzalny.

 Ubolewam, że nie dostałam w darze talentu malarskiego - mogłabym w piękny i ekspresyjny sposób przelać na płótno to, co siedzi w mej duszy. A siedzi w niej Trzebnica właśnie. Zagnieździła się gdzieś pod powierzchnią receptorów - i łechce zaczepnie wszystkie moje zmysły. Wciągam w nozdrza zapach - przesiąkniętej poświatą lata i jesieni - Trzebnicy, uszy otulam dochodzącymi z niej dźwiękami, dotykam jej faktury... I patrzę, dziwię się, kontempluję ją wzrokiem... 

Czy kocham swoje miasto? Chyba to określenie bliskie byłoby temu, co doń czuję. Niewątpliwie jestem z nim mocno, emocjonalnie, związana.

Aby zrozumieć miłość - samemu trzeba kochać. Jeśli nie kochacie tego miejsca, podobnie do mnie, prawdopodobnie nie zrozumiecie, co chciałam przez to powiedzieć. "Dobrze patrzy się tylko sercem, najważniejsze jest dla oczu niewidoczne"...

 Gdybym była fotografem - z pewnością potrafiłabym pięknie uchwycić każdy szczegół tak, by - kadr po kadrze - móc ubóstwiać trzebnicki urok, finezję, figlarność i dostojeństwo w jednym. Ale fotografem, niestety, nie jestem. Moja wiedza o tejże dziedzinie sprowadza się do tego, by: 1 - słońce (w miarę możliwości) mieć za sobą, 2 - zapamiętać, którym przyciskiem trza posłużyć się, by pstryknąć fotkę. Dlatego: wybacz mi, Droga Trzebnico, że nie potrafiłam oddać Twego piękna. Wybacz mi też, że ciągle popełniać będę "Trzebnickie Impresje". Lubię Cię tak odczuwać, ot, co..."

1 komentarz:

  1. tutaj część druga: http://pisanka-jean.blogspot.com/2011/12/trzebnickie-impresje-oczyma.html

    OdpowiedzUsuń