04.01.2017

Jeszcze raz o biegu sylwestrowym dla dzieci...

Drodzy Czytelnicy pisANKI,

dziękuję, że zaglądacie na bloga, choć można powiedzieć, że ostatnimi czasy spał on snem głębokim i spokojnym. Zahibernowany.

Ostatnia jego reaktywacja nie była zamierzona. Była raczej impulsem. Reakcją zwrotną wydarzeń.

Publikacja moich refleksji po biegu sylwestrowym dla dzieci miała dwa cele: po pierwsze - pozwolić „wykipieć” emocjom, od których aż się we mnie gotowało, po drugie - pokazać Organizatorowi, jak od tej drugiej strony odebrać można było całość imprezy oraz wskazać niedociągnięcia, które - żywię szczerą nadzieję, że zupełnie niezamierzenie - godziły w najmłodszych uczestników.

CEL ZOSTAŁ OSIĄGNIĘTY. Ja nie duszę w sobie goryczy, a Organizator dowiedział się, że nie wszystko wyszło, jak powinno.

Po publikacji w kilka godzin artykuł przeczytany został blisko tysiąc razy. Potem stopniowo liczba ta malała. Otrzymałam kilka telefonów, wiele wiadomości prywatnych, trzy osoby postanowiły wypowiedzieć się publicznie. Okazało się, że moje odczucia nie były odosobnione. Gros osób było szczerze zbulwersowanych, twierdząc, że dzieci zostały potraktowane niewłaściwie, a już na pewno pozbawiono ich radości z uczestnictwa w zawodach. Młodzi sportowcy uwielbiają bowiem zdrową rywalizację. A rzeczą dorosłych jest, by stworzyć im ku temu odpowiednie warunki i podtrzymać w nich owo zamiłowanie.

Zdecydowałam się napisać o biegu, gdyż nie chciałam, by moja prywatna prośba i sugestie zostały zignorowane. Publiczne działanie zawsze ma inny wydźwięk. Uważam, że odwaga cywilna i interwencja w słusznej sprawie to ważna "rzecz", jeśli nie obowiązek. A jednak i z tym nie do końca czułam się dobrze. Założeniem pisANKI było informowanie lokalnego społeczeństwa o DOBRYCH INICJATYWACH. Oczywiście bieg sylwestrowy dla dzieci to jak najbardziej dobra inicjatywa, robiona dotąd z wielkim oddaniem i serduchem, a jednak czegoś w tym roku zabrakło... Warzyłam w sobie, czy poruszać temat, czy też przemilczeć. Dotąd przestrzeń pisANKI zajmowały raczej recenzje i relacje o pozytywnym nacechowaniu. Dlaczego? Albowiem w ogólnodostępnych mediach wystarczająco dużo jest krytyki, niedbalstwa, ciemnych wizji, zła i przemocy (werbalnej i niewerbalnej). Chciałam, by mój blog pozostał od tego wolny, by można tu było zajrzeć po dobre słowo i ciepłe emocje, by była to oaza życzliwości i sportowo-kulturalnej iskry, bez zarzewia konfliktu.

Z tego też powodu wkrótce zamknę dostęp do posta o ubiegłorocznym biegu dla dzieci. Niechaj złe emocje nie wibrują w eterze, niech nie panoszą się tu. Stało się, myślę, że ktoś wyciągnie wnioski na przyszłość, a niesmak przeminie, przebrzmi, rozmyje się. Ja nie potrzebuję podbijania statystyk za pomocą negatywów, nie muszę dopieszczać w ten sposób swojego ego. Wystarczająco spełniona czuję się, gdy wokół jest spokój, szczerość, uczciwość, prostolinijność, prawość, radość i szacunek. To, że wpuściłam w sieć ten materiał było jedynie krzykliwą prośbą o te właśnie czynniki: spokój, szczerość, uczciwość, prostolinijność, prawość, radość i szacunek. Zwłaszcza najmłodsi tego potrzebują, choć nie zawsze potrafią to zdefiniować.

Starałam się przy okazji nikogo nie urazić i rzetelnie, kompetentnie i wnikliwie opisać zaistniałą sytuację. Nie jest to prosta sprawa, gdy odbiór rzeczywistości przysłaniają emocje. Jakie by nie były, zawsze w jakimś stopniu oddziałują na postrzeganie. Mam nadzieję, że udało mi się solidnie podejść do tematu.

Od razu mówię, że na moją decyzję nikt nie wpływał. Uczciwość wobec mnie samej i wobec początkowych założeń bloga każe mi tak postąpić. Oczywiście na indywidualną prośbę Czytelnika mogę udostępnić materiał wraz z komentarzem Organizatora, jednak zawieszam jego publiczną dostępność. Nie chcę, by negatywna energia zaśmiecała moje podwórko. Wierzę, że każdy z nas ma wpływ na kreowanie przestrzeni wokół, poczynając od siebie samego.

Z poważaniem i szczerymi życzeniami, by nowy rok przyniósł Wam w darze wiele powodów do satysfakcji, uśmiechu i wiary w siebie oraz drugiego człowieka -

Anna J.