05.01.2015

Jolanta Janusiewicz - Skarszyn. Historia życiem pisana



Szanowna Pani Jolanto,

czuję się zaszczycona, wdzięczna i uradowana z faktu, iż postanowiła mnie Pani uhonorować swoim dziełem – książką Skarszyn. Historia życiem pisana. Dziękuję również za zaproszenie na wieczór autorski i proszę przyjąć moje przeprosiny, że nie mogłam jednak uczestniczyć w tym ważnym wydarzeniu. Szkoda, że nie miałam sposobności napisać o tym wszystkim „na świeżo”, w momencie gdy wszystkie emocje jeszcze żywo pulsują i buzują, jednakże choroba obróciła wniwecz moje zamierzenia. Cóż, życie.

Serdecznie gratuluję Pani sukcesu i doprowadzenia przedsięwzięcia do szczęśliwego końca. Książka stanowi ważną pozycję w biblioteczce miłośnika ziemi trzebnickiej. Pisana jest prostym językiem, trafiającym do każdego i wciąga już od pierwszej strony: dedykacje są tak szczere, przejmujące i wzruszające, że powodują dreszcze, a Pański życiorys tak bogaty i inspirujący, że można by rozdzielić nim kilka osób. Pańska aktywność i niezwykła wrażliwość znacznie ubogacają pozycję, dzięki czemu nie można oderwać się od treści, aż po ostatnią kropkę.

Oprócz swojego ukochanego Skarszyna, znalazła Pani również miejsce na rys gminny, nakreślając szkic historyczny mojej ukochanej Trzebnicy. Dziękuję za to, bowiem mimo iż czytałam już niejedną pozycję w tym temacie, znalazłam u Pani kilka nowych ciekawostek. A przecież bez tego co było, nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy. To ważne na drodze ku samorozwojowi i głębszemu poznaniu siebie samego. Tak jakby historia ciągle krążyła gdzieś w naszych żyłach, a nam jeno wydaje się, że ona tylko zamierzchłą przeszłością w dziejach naszego społeczeństwa.

Niezwykle ciekawie potrafi Pani opowiadać. Tę samą umiejętność posiadała moja śp. babcia – gromadziła wokół siebie gromadkę wnuków i snuła fascynujące opowieści, niektóre z lekką nutką grozy i dreszczyku, inne wywołujące salwy śmiechu. Opowieści były tak zajmujące, że zapominaliśmy wtenczas o całym bożym świecie, czas płynął niezauważenie, a dla nas liczyła się tylko ta magiczna chwila. Mogliśmy słuchać wciąż tego samego, za każdym razem odnajdując tam jakiś nieznany dotąd element, który poruszał naszą wyobraźnię. Gorąco gratuluję Pani tego daru i „zazdroszczę” wnuczkom krasomówczej wędrówki po Pańskich wspomnieniach.

Zrobiła Pani niebywałą rzecz – bezinteresownie i umiejętnie ocaliła od zapomnienia wspomnienia mieszkańców wioski, pionierów. Przyczyniła się Pani do tego, że przyszłe pokolenia będą mogły dowiedzieć się jak budowano od podstaw powojenne życie w maleńkim Skarszynie. Nie brakuje na rynku wydawniczym monografii wyczerpująco opisujących zagadnienia dużych miast, stołecznych miast, Pani skupiła się na sołectwie, małej ojczyźnie, wynosząc na piedestał historię zwykłych, prostych ludzi, których los rzucił akurat w ten zakątek Polski. I chwała Pani za to! Któż zrobi to lepiej niż osoba, która tu wzrastała, pośród szeptów źródełka, lasów, sadów, pól uprawnych, pośród tajemnic ukrytych w łagodnych grzbietach wzgórz? Te historie czekały właśnie na Panią. Pierwsi osadnicy, rolnictwo, handel, sport, życie parafialne, życie kulturalne, rozrywka, rekreacja, współczesność – podeszła Pani do tematu kompleksowo, dzięki czemu każdy znajdzie coś dla siebie i ma całościowy ogląd na życie skarszynian.

Bardzo podoba mi się pomysł umieszczenia ramek z ciekawostkami, a już wzmianka o ukrytej i nieodnalezionej dotąd skrzyni ze skarbami rodowymi Marii von Stier, właścicielki pałacu, wręcz wywołała u mnie pąsy, a także poruszyła i rozpaliła do granic (nie)możliwości moją wyobraźnię. Któż z nas nie marzy o odkryciu takiego bogactwa (narodowego)?

Dziękuję za tę wspaniałą podróż, w którą mnie Pani zabrała. Pozwoliło mi to docenić to co mam i przypomniało o szacunku do historii i ludzi, którzy ją tworzyli, często z trudem, bólem i w zupełnie innych realiach. To niezwykle cenna i kształcąca pozycja. Jestem dumna z tego, że Panią znam!

Z wyrazami głębokiego szacunku i poważania,
czekająca z niecierpliwością na kolejne Pańskie pomysły i przedsięwzięcia
Anna J.