03.10.2011

"Czy w Trzebnicy nadaje reggae radio?" Koncert Maleo.



"Miłości, ocal mnie!" - to myśl przewodnia rekolekcji ewangelizacyjnych, które właśnie rozpoczęły się w Trzebnicy.
Dzień pierwszy wzywał do tego, by "uwolnić swoje serce" - a wszystko to we wspaniałym reggae stylu. W TOKu odbył się bowiem koncert Maleo Reggae Rockers, a jako support zagrała formacja Metanoja.

Tego popołudnia wysłużone deski Trzebnickiego Ośrodka Kultury znieść musiały euforię i entuzjazm kilkudziesięciu osób, które - z ekspresją - "dawały czadu dla Jezusa". Jednakże były też i takie jednostki, które czyniły to absolutnie dla siebie, nie spowijając tego w wiary obłoczek. Jakiekolwiek intencje temu przyświecały, trzeba powiedzieć, że impreza była przednia.

Pierwszy zagrał zespół Metanoja. Jego członkowie przyznali, że to ich debiut - można go zatem uznać za zaliczony, i to na piątkę. Chwała im za to, że nie "chwalili Pana w rytmie disco", ale w formie, która stawiała na baczność słuch, nogom zaś nakazywała radosne podrygiwanie. Jako, że kto śpiewa, dwa razy modli się - pogodne "alleluja" opadło na słuchaczy, w co niektórych leciutko rozedrgując metanoję (rozumianą jako przemianę i odnowę duchową).






Kiedy sceną zawładnął niepodzielnie Darek Malejonek ze swoją ekipą - rozpoczęła się fantastyczna wagabunda po reggae fali. "Nigdy tu nie będzie dobrze, gdy serce stoi w miejscu, gdy serce wciąż nie działa" - zatem: czy nieobecni (na koncercie) mają dobre Alibi? Piszę o nieobecnych, albowiem - jak to już jest w trzebnickim zwyczaju - wiele pustych miejsc tęsknym wzrokiem wypatrywało miłośników reggae. Jednak choć o sali nie można rzec, żeby była wypełniona po brzegi, za to przestrzeń pod sceną tętniła życiem, fantastyczną energią i dobrymi wibracjami. W eter płynęło przesłanie miłości - rozśpiewane, roztańczone. Reggae wślizgiwało się w dłonie, chcące klaskać z uciechy; zaczynało bujać pupami, taliami, głowami; nogom nakazywało pląsać w swoim rytmie. Przyjazne przesłanie uderzało "z serca do serca, z ucha do ucha", wszak "to duchowa amunicja, to muzyka ducha". Swoją charyzmą i porywającymi dźwiękami Darek prowadził słuchaczy tam, "gdzie nie sięga wzrok, tam gdzie diabelska siła traci moc", ukierunkowywał wprost na tory "cywilizacji miłości". I mimo, iż fale tego "reggae radia" nie dla każdego słyszalne są, zjadliwe, czytelne, ciągle gdzieś tam toną w niszy (porównując do frekwencji na sobotnim, stadionowym koncercie Bayer Full) - "DJ niech tak zawsze gra!". Bo choć Maleo - skromnie - wyśpiewuje, że "wszystko co ma, to ręce, za które ręczy i serce, dzikie serce", ja stwierdzam - z całą pewnością - że to słuchaczom wystarczy.

Podpisuję się pod tym, że ważnym jest mieć Dzikie Serce. Wydaje mi się, że zgodzą się z myślą także Ci, którzy uwolnili swoje serca, radośnie podrygując pod sceną. Te nieokiełznane (serc) łomoty w reggae rytmie, wystukiwały niebanalny, nieszablonowy trakt: torując "jedyną drogę - wąską ścieżkę" miłości...

Na koniec nie mogę oprzeć się, by nie zacytować pewnego młodego trzebniczanina, który uważa, że "muzyka, jest czymś więcej niż tylko muzyką. Jest przyprawą życia!" 


Parafrazując słowa piosenki MRR, zapytam zatem: A Ty, czym posolisz życie, kiedy straci smak?"









2 komentarze:

  1. świetny koncert, świetny artykuł:)) nawet jestem na zdjęciu! ;)) pozdrowienia. "Wstań! Walcz wojowniku!!.."

    OdpowiedzUsuń
  2. Maleo oczywiście świetnie, ale ta Metanoja też niczego sobie zagrała;-)

    OdpowiedzUsuń