03.01.2012

Staroci czar...


Jest takie miejsce, gdzie przyspiesza puls kolekcjonerów. Na pozór... niepozorne. Gdy ktoś nie ma w sobie iskry łazika, poszukiwacza, odkrywcy - dla niego to tylko zwykle klamoty, niepotrzebne rupieci, sterta brudu i bałagan. Ten zaś, kto szuka "przedmiotów z duszą" będzie nasycony.
Targ staroci. Pełen rozmaitości i osobliwości. Dla jednych - składowisko gratów, dla zapaleńców z "innym spojrzeniem" - kryje moc niespodzianek, potrafi przyprawić o ciarki i olśnić.
Czasem myślę, że takie myszkowanie pośród setek przedmiotów, starannie doprawione pragnieniem wyłowienia jakiejś perełki, nosić w sobie może znamiona swoistego uzależnienia. Niektórzy nawet tak opisują ten stan: "kiedy przegrzebuję te rzeczy, w poszukiwaniu czegoś ciekawego, czuję się nieomal jak na haju". Faktycznie towarzyszy temu dziwny rodzaj ożywienia, ekscytacji, podniecenia. Zupełnie jak wędkarzom, którzy kręcą - z przejęciem - kołowrotkiem, pieszcząc w myślach nadzieję na niesamowity okaz czy myśliwym, wypatrującym spomiędzy liści zwierzynę łowną. Energetyczna mieszanka dotleniających hormonów: adrenalina pulsuje w żyłach, uderza do skroni, a endorfiny przesycają krew, rozlewając się błogością po organiźmie i częstując go doskonałym samopoczuciem.

Owo przekopywanie bazarkowych zakamarków jest jakby namiastką zapędów archeologicznych. Ma w sobie magiczną poświatę sztuki opowiadania o przeszłości. Te przedmioty noszą w sobie przecież bagaż jakiś doświadczeń - pięknych czy traumatycznych. Może ktoś je lubował, pieścił, dbał o nie, a potem odszedł, porzucił? Może cierpią stratę, odczuwają tęsknotę? A może osnuły się ulgą, bo były źle traktowane, zaniedbane, nie otrzymały należytego szacunku? Jedne czują się nieatrakcyjne, oblepione piętnem szarych myszek, chowają się gdzieś w cieniu okazalszych znajomych, inne ciągle puszą się, nadymają strojnością i niemo krzyczą, że to one godne są nowego domu. Każdy ma ukrytą w sobie zaletę: opasłe tomy nasycone są na wskroś elokwencją, przedmioty codziennego użytku aż puchną od cech użyteczności, opuszczone zabawki nie wyblakły jeszcze z iskier radości, tu piękno, tam tajemnica, wszędzie skarby nieprzebrane... Są i drobne rysy, jakieś niedociągnięcia - ale wewnętrzne piękno widzi się przecież sercem, a nie oczyma. Stragany rozepchane są egzaltacją, samotnością, ale i nadzieją: na odnalezienie przyjaciela, na zakotwiczenie w jakimś sercu, na bezpieczną przystań w ciepłym domostwie. Bo właściwie to może tak jest, że to nie człowiek wybiera sobie materialne artykuły, ale one wskazują na człowieczą dłoń?

Pchli targ jest terenem niesamowitych i przyjemnych odkryć, cieszących serce i radujących oczy; istna kopalnia niezwykłości. Zupełne przeciwieństwo sklepów, gdzie masowa produkcja wciska się pod powieki, nie mając w sobie nic z fantazji, ekstrawagancji i nieszablonowości. Tam, na bazarze, unosi się magiczna aura, otaczająca zarówno te zwyczajne i zaskakujące rzeczy, jak i rozochoconych, spowitych przejęciem kupujących. I ten stoicki spokój - siedzących wśród sprzętowej tandety i nieodkrytych jeszcze antyków - sprzedawców. Zjawiskowe. Odnaleźć tam można przedmioty użytkowe, perełki wygrzebane ze strychowego lamusa, muzyczne rarytasy, książki, których druk dawno został wstrzymany, olśniewającą biżuterię, oryginalne wyroby artystyczne z różnych kręgów kulturowych, bibeloty oraz nietuzinkowe gadżety, których przeznaczenie pozostaje zagadką. To niezwykła kompilacja nietrwałości materialnych dóbr z przeżyciami nieomal mistycznymi. Klasyczne sacrum i profanum.
















W Trzebnicy giełdy staroci odbywają się w czwartki, na placu targowym. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz