08.11.2013

"Okna pamięci" Konrada Mareckiego

Okładka płyty - pochodzi ze strony Konrada:
http://konradmarecki.blogspot.com/
Z marzeniami jest jak z ziarnami. Niektóre upadną na podatny, żyzny grunt i obrodzą obfitym plonem, inne natomiast nawet nie zakiełkują. Jedne wiatr porwać może daleko, daleko stąd i wówczas dziw będzie brał, że właśnie tam, a nie gdzie indziej, wyrosło właśnie to, a nie co innego; drugie natomiast kompletnie zaskoczą tym, że powstało z nich zupełnie, ale to zupełnie nie to, czego się spodziewaliśmy - jak kukułcze jajo w obcym gnieździe. Z ziarnami bowiem nigdy nic nie wiadomo na pewno. Podobnie jak z marzeniami.

Kiedy patrzę sobie tak z boku na poczynania Konrada - to właśnie kołacze mi po głowie. Ciekawość, co zbierze, siejąc tak swoje marzenia. Ale to przecież czas pokaże...

Z pewnością siedzą w nim poetyckie inklinacje. Spojrzenie jego niebanalne jest, pełne artystycznych iskier i spowite mgłami wrażliwości. Lubię też tę nutkę turpizmu, którą wciska tu i ówdzie. No i Muzyka to jego kumpela, kochanka i dopełnienie; ciekawy związek.

Podoba mi się upór, zacięcie, wytrwałość i determinacja w dążeniu do celu. Wie czego chce i potrafi wykorzystać okoliczności tak, by sprzyjały realizacji jego planów, zamierzeń, ambicji i pragnień. To ważna cecha na drodze ku Spełnieniu. Ponadto otacza się pozytywnymi ludźmi, pełnymi pasji i przekuwającymi siły na zamiary - to także jego wsparcie i duży atut. Nieźle brzmi akustycznie, ale chyba jeszcze lepiej z zespołem.

Niespełna rok temu pisałam o singlu "Oddech". Od tego czasu Konrad intensywnie pracował, rozwijał się muzycznie (co słychać). Dzisiaj ma już na swoim koncie płytę, w której nagraniu wsparło go kilkoro innych muzyków. Moje ulubione kompozycje to właśnie rzeczony "Oddech", który urzekł mnie swoistą "surowością" i klimatem rodem z dawnych lat (początek bowiem bezsprzecznie przywodzi mi na myśl piosenkę "Zabić siebie" zespołu Yokashin, która towarzyszyła mojej młodości) oraz "Wielkie nadzieje", gdzie gościnnie słychać Martę Wolak (a właściwie jej urzekające wokalizy) oraz Jakuba Wrzosa-Kuśmirka (grającego na d'jembe). Przyznam, że te niespodzianki lubię chyba najmocniej. Konrad zaskakuje - na płycie - niejednokrotnie: a to efektami specjalnymi, a to ciekawymi połączeniami, a to... Posłuchajcie zresztą sami.

I idzie wciąż do przodu, osiągając to, co sobie założył. Metodą małych kroczków dojść można naprawdę daleko. Zwłaszcza, gdy mocno wierzymy w siłę swoich skrzydeł, nie pozwalamy sobie ich podciąć i używamy ich, gdy na drodze spiętrzone trudności - wznosząc się ponad codzienność. Konrad tak (chyba) właśnie potrafi.

P. S. Wcześniej nie miałam sposobności, ale to odpowiedni moment, by - przy okazji - wyznać, iż od dłuższego już czasu jestem wierną fanką poczynań muzycznych Wojtka Michałowskiego (bardzo, bardzo) oraz Piotrka Bociana. Nadstawiam uszy na kolejne projekty.  




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz