4.06.2013

Pieszy Rajd do Miłocina





W sobotę, 18 maja, odbył się I Ogólnopolski Marsz Nordic Walking Studentów Uniwersytetów Trzeciego Wieku. W tym samym czasie, w różnych miastach Polski, słuchacze UTW przemaszerowali dystans minimum pięciu kilometrów, promując ideę aktywności fizycznej wśród seniorów. W powiecie trzebnickim zbiegło się to z corocznym Pieszym Rajdem, zatem wędrowali nie tylko dojrzali „miłośnicy kijków”, ale i całe rodziny, rozlubowane w przyjemnej rekreacji i aktywnym spędzaniu wolnego czasu. Były osoby zarówno z Trzebnicy, Obornik Śląskich, Wiszni Małej, jak i z innych zakamarków powiatu.

 Nad głowami rozciągał się granat kapryśnego nieba, pod stopami uginała się soczysta zieleń, wiatr czule tarmosił włosy i okrycia głowy. Majowy aromat wciskał się kwiecistą czułością w nozdrza uczestników. Humory dopisywały, pogoda (w zasadzie) również. Na miejscu – w urokliwym i gościnnym Miłocinie - czekał krzepiący posiłek i orzeźwiające napoje. To był dobrze spędzony czas.

 Tyle miejsc jest do zdobycia, tyle szlaków do przetarcia, tyle pejzaży do podziwiania, tyle niesamowitych chwil i wzruszeń do przeżycia – wystarczy ruszyć się z domu!

















































































O tym, jak Super Kot uratował nasz Dzień Dziecka…


Kto z pasją, radością, ale i trudem oraz mozołem zdobywa szlify rodzicielskie, ten wie ile dylematów przynieść może początek czerwca. Dzień Dziecka okupiony nieraz bywa gonitwą myśli i rozterek: wymarzona zabawka, słodkości, ciekawa wyprawa czy może lody i wspólnie spędzony czas, beztroska zabawa?

Przytłaczała mnie pustka w portfelu, debet na koncie, brak inwencji i pomysłu oraz paskudna aura za oknem. Nic mnie nie cieszyło, a smutny rodzic to i maleńka buzia w podkówkę złożona (a nawet i kilka buziek i podkówek, w zależności od liczebności dziatwy w domostwie). Do tego wszystkiego odwołano imprezę, która miała odbyć się w okolicy stawów. Normalnie jakiś zły czar roztaczał nad nami ciemne chmury.

Wtedy spontanicznie postanowiłam: wyciągamy parasole i wychodzimy na spacer. Tak też uczyniliśmy. W Rynku zaskoczyła nas tajemnicza, pomarańczowa skrzyneczka, z odciskiem kociej łapki, numerkiem oraz kodem QR. Obejrzeliśmy ją dokładnie – i pomaszerowaliśmy dalej. Na ulicy Daszyńskiego natrafiliśmy na kolejną. Zaczęliśmy rozglądać się bacznie, wypatrując następnych. Przemieniło się to we wspaniałą zabawę, coś a’la podchody, jeno bardziej intuicyjne, bowiem nie posiadamy telefonu z aplikacją pozwalającą odczytać wskazówki zawarte w kodach. Chłopcy połknęli detektywistycznego bakcyla. Nawet nie spostrzegliśmy, jak minęły prawie trzy godziny, wypełnione na skroś emocjami. Odnaleźliśmy 28 z 30 skrzyneczek, dwie pozostałe odłożyliśmy na jutro. To był fantastycznie spędzony czas. Super Kot wyciągnął mnie z opresji niemocy, uratował sytuację i podsunął pomysł jak nietypowo, aktywnie, miło i rodzinnie spędzić resztkę tego (nazbyt) ponurego Dnia Dziecka. Nic to, że burza w oddali groźnie pomrukiwała, uparcie zacinał deszcz, wpadłam w kałużę i obłociłam całe spodnie, dopadł nas głód i pragnienie. Na koniec synowie rzekli: „Mamusiu, to był wspaniały dzień, choć wcale się tak nie zapowiadał!”. Jak to jednak niewiele potrzeba do szczęścia…

Nazajutrz ściągnęliśmy ze strony gminy Trzebnica mapkę z trasą wyprawy śladami kocich łapek oraz teksty wskazówek dla Pomocników Super Kota. Dzieci mogą dowiedzieć się stąd wielu ciekawostek, rozwiązać kilka zadań i wykonać polecenia „futrzastego zwierzchnika”, co pozwala im poczuć się prawdziwymi asystentami. Świetny pomysł!

Należy tylko popracować nad materiałami z jakich wykonane są skrzyneczki, bowiem po opadach deszczu z co niektórych zdążyły już odkleić się karteczki z kodami. W Urzędzie Miejskim obiecano jednak niezwłocznie się tym zająć.

Gratuluję inicjatywy. Dziękuję też wąsatemu superbohaterowi za ocalenie mojego matczynego honoru i uratowanie Dnia Dziecka, serwus!


Kocia Ścieżka – super sprawa,
 dla aktywnych rodzin – wspaniała zabawa.
 Mali detektywi śladów kocich łapek szukają,
 przy okazji lepiej miasto poznają.
 Warto zostać pomocnikiem Super Kota,
 czy za oknem słońce, czy też lekka słota.
 Niezapomniana przygoda na Ciebie czeka,
 wyjdź jej naprzeciw, nie zwlekaj…


Mapka pochodzi ze strony trzebnickiego Urzędu Miejskiego:
http://www.trzebnica.pl/cms/php/strona.php3?cms=cms_trze2&lad=a&id_dzi=0&id_dok=1281&id_men=30&powrot=1&slowo_szuk=&gdzie_szuk=&id_men_szuk=0

  

2.06.2013

Zawody wędkarskie z okazji Dnia Dziecka


Tradycją już stały się, organizowane rokrocznie – z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka – zawody wędkarskie. Czekamy na nie cały rok, z wytęsknieniem, bowiem jest to jedna z tych imprez, podczas których życzliwość, serdeczność i promienne uśmiechy rozlewają się świetliście po tafli Stawu Zdrojowego.

Organizatorzy zawsze stają na wysokości zadania, sprawiając, że juniorzy wychodzą ukontentowani i rozanieleni. Wszystko przebiega sprawnie i rzeczowo.

Zapisy, zbiórka, przedstawienie regulaminu i… świetna zabawa, przeplatana jak najbardziej zdrową rywalizacją. Następnie smaczny i obfity (smażona kiełbaska, pieczywo, pączek, muffinka, jabłko, soczek) posiłek na urokliwej wyspie i dekoracja zwycięzców oraz rozdanie nagród. W międzyczasie konkurencje (z niespodziankami), dla każdego uczestnika paczki z całą masą słodyczy oraz losowanie… upominków. Nic, tylko prezenty – ale to jest chyba to, co takie nieletnie tygryski lubią najbardziej.

Ujęła mnie również postawa prezesa Koła PZW nr 23 w Trzebnicy, pana Karola Wszołka, który sprezentował wędkę chłopcu, gdy ten podczas zawodów stracił własną, niechcący łamiąc ją. Wyróżnił również pucharem „fair play” młodzieńca, któremu tato wypuścił złowioną rybę. Innego zaś nagrodził za całokształt wybitnych osiągnięć wędkarskich w poprzednich latach. To wspaniałomyślne gesty, świadczące o empatii i dodające skrzydeł dydaktyzmowi.

Tego dnia każda buzia (mniejszego czy większego brzdąca) uśmiechnięta jest od ucha do ucha. Nawet tych, którym nie udało się złowić żadnej rybki. Ci zaś, którzy mieli to szczęście i podczas ważenia pochwalić mogli się wędkarskim trofeum – zdobywali fantastyczne, ogromne puchary, medale, dyplomy i… nagrody rzeczowe. A do tego niebywałą satysfakcję.

Sukcesem jest tu jednak nie tylko miejsce na podium, ale możliwość złapania bakcyla, odnalezienia swojej pasji oraz mile spędzony czas: w gronie przyjaznych osób, w otoczeniu pięknej przyrody i na świeżym powietrzu.

Prawdę powiedziawszy – nie wyobrażam sobie, że kiedyś moi synowie wyrosną już z tej imprezy. Co wiosnę czekam na tę atmosferę, nie mniej niecierpliwie niż oni sami…