Tamtego wieczora kciuki nie miały łatwo. W niektórych domach
kurczowo je zaciskano, w innych zapalczywie wystukiwano nimi „5”. Owe piątki
krążyły w eterze, niczym adrenalina w żyłach i stepowały – taki dziki taniec
zwycięstwa…
Spisali się na piątkę. Wszyscy. Kowal, który konsekwentnie
zmierzał ku finałowej euforii, jego rodzina z rozpalonymi pochodniami
niesłabnącej wiary, kibice z motywującymi transparentami, widzowie przed
szklanym bożkiem, fejsbukowicze… Nawet telefony, które sprostać musiały
galopującej lawinie pragnień i dobrych życzeń. Nawet te kciuki zaprzęgnięte do
wyścigu o liczbę głosów.
Mawiają, że „kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu.” Może troszkę wyświechtane już to słowa, ale ja mocno w to wierzę. Wierzę, że i tym razem tak było. Kaskada marzeń wystrzeliła pod same nieboskłony i zakrzepła Spełnieniem.
Tomek wiedział co czyni, wiedział czego chce. Może intuicyjnie, ale bardziej prawdopodobne, że z rozmysłem wybierał piosenki, które czystą i jasną drogą, bez wybojów i zakrętów – harmonijnie - wiodły go na szczyt.
Mawiają, że „kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu.” Może troszkę wyświechtane już to słowa, ale ja mocno w to wierzę. Wierzę, że i tym razem tak było. Kaskada marzeń wystrzeliła pod same nieboskłony i zakrzepła Spełnieniem.
Tomek wiedział co czyni, wiedział czego chce. Może intuicyjnie, ale bardziej prawdopodobne, że z rozmysłem wybierał piosenki, które czystą i jasną drogą, bez wybojów i zakrętów – harmonijnie - wiodły go na szczyt.
Rozpoczął Modlitwą, spowiadając się ze słabości i niewiary,
i choć sam prosił o to, by kamieniem być, nikt nie podniósł kamienia i nie
rzucił. Trafił tym w samo sedno, zjednując sobie tych, którzy serc z kamienia
nie mieli i „pozwolili mu spróbować jeszcze raz.” Dzięki temu znalazł się w
półfinale.
Następnie ten skromny i niezwykle pokorny człowiek wyznał, że chciałby
jedynie „jednego serca, tak mało, tak mało…”, obawiając się, że żąda za wiele.
Jak się jednak okazało – to nie były wygórowane pragnienia. Popłynęły w jego
stronę serca. Tysiące serc. Tak to już bywa, że kiedy nie oczekujemy zbyt dużo,
los potrafi nas mile zaskoczyć i wysypać na naszą głowę konfetti obfitości.
Zaczęła się gorączka emocji. Nie można już było „mocą żadną
wykrzyczanych cofnąć słów”. I choć wahał się, „czy w milczeniu białych
haniebnych flag zejść z barykady, czy podobnym być do skały”, ostatecznie
postanowił kroczyć w kierunku, który majaczył mu za horyzontem marzeń i pod
powieką pragnień. „Bawił się chwilą”, „niepokonany trwał w korowodzie zmysłów”, ”lśnił jak diament” – bo to jeszcze nie pora, by schodzić ze sceny. On pąkiem
jest, który dopiero na niej rozkwitnie. „Zagadką, której nikt nie zdąży zgadnąć
nim minie czas”. Ognia w nim tak dużo, jak w rozżarzonym piekle. A ocean jego
snów nie do zmierzenia byle łyżeczką. Los, który mu pisany jest – to widoczny
kleks na białej kartce codzienności. Trudno go nie dostrzec.
Na koniec znów pomodlił się kultowymi strofami arcydzieła zespołu Dżem. Przejmująco śpiewał: „Chciałbym zobaczyć co dzieje się w mych snach…” Modlitwa została wysłuchana. Wypełnił Własną Legendę. A właściwie: nadal wypełnia ją - nadzieniem swoich pomysłów i planów.
Życzę, by z zapałem, energią i niesłabnącym entuzjazmem kuł żelazo póki gorące. Nie mogę doczekać się już owoców tej pracy.
Ostatni mój artykuł splamiony był jadem goryczy. Potknęłam się o jesienne nastroje i wylałam kapkę z tej czary. Może niepotrzebnie, może ciut za ostro. W końcu po to było „to wszystko”… To dzięki słuchaczom Tomek zaszedł tak daleko – zawędrował na bezkresny, urokliwy szczyt, z którego rozciągają się malownicze widoki. Piękne perspektywy. Przepraszam, jeśli ktoś poczuł się urażony.
Na koniec znów pomodlił się kultowymi strofami arcydzieła zespołu Dżem. Przejmująco śpiewał: „Chciałbym zobaczyć co dzieje się w mych snach…” Modlitwa została wysłuchana. Wypełnił Własną Legendę. A właściwie: nadal wypełnia ją - nadzieniem swoich pomysłów i planów.
Życzę, by z zapałem, energią i niesłabnącym entuzjazmem kuł żelazo póki gorące. Nie mogę doczekać się już owoców tej pracy.
Ostatni mój artykuł splamiony był jadem goryczy. Potknęłam się o jesienne nastroje i wylałam kapkę z tej czary. Może niepotrzebnie, może ciut za ostro. W końcu po to było „to wszystko”… To dzięki słuchaczom Tomek zaszedł tak daleko – zawędrował na bezkresny, urokliwy szczyt, z którego rozciągają się malownicze widoki. Piękne perspektywy. Przepraszam, jeśli ktoś poczuł się urażony.
W dalszym ciągu jednak kołacze we mnie niezrozumienie: dlaczego
musiał jechać aż do Warszawy, by zostać dostrzeżonym na własnym podwórzu?
To był krok wymagający wiele odwagi. Stawiając go - nie miał pewności po jakim gruncie będzie stąpał. Czasem można ugrzęznąć w błocie niezrozumienia. Na szczęście ubrał siedmiomilowe buty i zaszedł poza ignorancję. Wiedziałam, że „na drodze za zakrętem spotka go przeznaczenie.” Brawa za wytrwałość!
To był krok wymagający wiele odwagi. Stawiając go - nie miał pewności po jakim gruncie będzie stąpał. Czasem można ugrzęznąć w błocie niezrozumienia. Na szczęście ubrał siedmiomilowe buty i zaszedł poza ignorancję. Wiedziałam, że „na drodze za zakrętem spotka go przeznaczenie.” Brawa za wytrwałość!